Uśmiechnij się, pora coś zjeść!

Uśmiechnij się, pora coś zjeść!

Co przychodzi Wam do głowy, kiedy myślicie o jedzącym dziecku?

Oczami wyobraźni widzicie pole walki?

Kaszka przeistacza się w pocisk balistyczny wymierzony przeciwko wrogim jednostkom? (tak, wróg to Ty)

Czy Twoje dziecko zamienia się w dyktatora, który stosując podłe techniki (płacz, manipulacja, krzyk) chce za wszelką cenę doprowadzić Ciebie do kapitulacji?

Czy myślisz o tym, że nie masz już argumentów, ani pieniędzy, żeby nakłonić małego przeciwnika do współpracy przy jedzeniu?

Jeśli tak wyglądają Wasze rodzinne posiłki to pora się zastanowić, gdzie popełniliście błąd.

Na ratunek ciemiężonym przybywa BLW (baby lead weaning) czyli BobasLubiWybór.

W skrócie, to metoda, która zakłada, że dziecko samo decyduje o tym CZY, ILE i JAK zje.  Rodzic odpowiada za to CO i KIEDY poda.

U podstawy sukcesu BLW leży zaufanie do dziecka: zaufanie jego kompetencjom i apatytowi.

To najtrudniejsza, ale najważniejsza kwestia dla rodzica – rezygnacja z kontrolowania i przekazanie władzy podopiecznemu 😉

Kiedy zaczynamy?

Osobnik musi siedzieć stabilnie, czyli nie wcześniej niż w 6 miesiącu życia.

Poza tym dziecko musi wysyłać sygnały gotowości do rozszerzenia asortymentu o coś poza mlecznego 😉

Czym są te sygnały? Wprawne oko rodzice dostrzeże, kiedy dziecko zacznie chwytać i celnie wkładać przedmioty do ust, wykonywać ruchy podobne do przeżuwania albo po prostu będzie namiętnie wpatrywało się w zawartość naszego talerza i podkradnie nam marchewkę.

Pamiętajcie, że BLW nie narzuca wieku, od którego rozszerzamy dietę – to indywidualna decyzja rodzica, podyktowana umiejętnościami malucha.

Jak zacząć?

Głodomora zapraszamy do stołu, nie w charakterze obserwatora lecz aktywnego pochłaniacza.

Kładziemy kawałki jedzenia naprzeciwko konsumenta, tak aby miał do nich swobodny dostęp. Na początek sprawdzą się warzywa, które łatwo złapać w rączkę (słupki ziemniaka, marchewki, buraka, różyczki brokułu lub kalafiora).

Co dalej? Obserwujemy i napawamy się widokiem jedzącego malca…

No dobra, na początku nie będzie tak różowo.

Trzeba się nauczyć, oswoić z tym dziwnym czymś ; poznać temperaturę, teksturę, zapach by w końcu stwierdzić, że jest na tyle bezpieczne, żeby wsadzić to do paszczy 🙂

I ta satysfakcja, kiedy marchew po dwudziestu nieudolnych próbach znalezienia otworu ustnego wreszcie trafi we właściwe miejsce!

Jakież zdziwienie maluje się na twarzy małolata, kiedy jedna setna brokułu trafi do buzi i wypełni swoim smakiem całą przestrzeń dziecięcej buzi:)

BLW to też bałagan i niezjedzone resztki, ale to swojego rodzaju filozofia życia, która pozwala czerpać przyjemność ze wspólnego biesiadowania przy stole.